Szósta Międzynarodówka albo zatapianie białych kołnierzyków

Koronawirus minie, ale pewne zmiany są już nieodwracalne. Szczególnie te związane z rynkiem pracy.

Według badań Gartnera, co najmniej 5 proc. pracowników po pandemii będzie już na stałe pracować zdalnie. Dla niektórych będzie to zbawienne, dla innych prawdziwa mordęga. Ale odwrotu nie ma, bo excele dyrektorów finansowych są bezlitosne. A koszty trzeba będzie ciąć.

Co prawda koszt wynajęcia 5 m2 na pracownika biurowego to wciąż mniej niż cena porządnego laptopa do pracy, ale jeśli weźmiemy pod uwagę całość kosztów utrzymania biura, to gra robi się już warta świeczki.

Ale skoro już jesteśmy przy kosztach. Pozycją kosztową są nie tylko laptopy i metry kwadratowe. Ludzie też…

Koronawirus nie tylko zmienił sposoby pracy, relacje między pracownikami i przyspieszył digitalizację procesów. Na naszych oczach dokonuje się prawdziwa rewolucja – jeszcze nie nazwana – na miarę tej marksistowskiej z przełomu XIX i XX w. I ponownie związana z klasą pracującą.

Oto niemal z dnia na dzień tysiące białych kołnierzyków zostało odesłanych z biur w szklanych wieżowcach na przymusowy home office. I co się stało? Ano nic. Wszystko nadal działa. Na posterunkach zostali nisko opłacani pracownicy, ci bez żadnego koloru kołnierzyka – robotnicy w fabrykach, kierowcy, wykładający towar na półki… – ludzie, którzy codziennie ryzykują życie i zdrowie swoje i swoich rodzin.

Oni pracują, a białe kołnierzyki rozpisują się w socialach o niewygodach pracy z domu. Tylko czy to naprawdę jest praca?

Dzięki koronawirusowi zobaczyliśmy brutalną prawdę o listach płac. Kto jest prawdziwym filarem przedsiębiorstwa? Bez czyjej pracy firma nie przetrwa? A kto tylko zajmuje miejsce parkingowe, zużywa mleko i podjada sałatki współpracowników z lodówki w kuchni, ale jego nagłe zniknięcie nie wpłynęło na operacje i obroty.

Ktoś powie, że gospodarka gaśnie, załamują się łańcuchy dostaw… Zgoda, zabrakło towarów, bo gdzieś w dalekich Chinach wirus zdziesiątkował prostych robotników, monterów iPhonów i innych zabawek.

Nie bądźmy naiwni! Ludzie prawdziwie pracujący też to wszystko widzą. Budzi się nowa świadomość tzw. klasy pracującej (niefortunna nazwa, ale trafnie oddaje sens). I prędzej czy później upomni się o to, co jej należne. Choćby o sprawiedliwą wycenę swojej pracy.

Dostrzegają to także dyrektorzy finansowi. Dzisiaj jeszcze skryci w „niewygodach” pracy z domu. Ale już liczą, wyceniają ten faktyczny wkład. Widzą, liczą i już ostrzą kosy, bo niebawem będą żniwa. Będą ciąć, choćby po to, żeby zaspokoić żądania z poprzedniego akapitu.

Jak podaje Gartner, 5 proc. pracowników pozostanie na home office. Szczęściarze! Dla ilu procent nie będzie już powrotu do biur w szklanych wieżowcach, bo… są prawdziwie zbędni.

A ponieważ sprawa jest globalna to można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że jakie czasy, taka szósta międzynarodówka.

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *